Nie ma ryzyka, nie ma zabawy

Select player. Choose enemy. Ready? Press: PLAY. Właśnie wszedłeś do gry. Ale uważaj, tym razem GAME OVER zaboli. Naprawdę.

Bycie w grze jest stanem ducha. Gra to określone postrzeganie i definicja własnej egzystencji. Trzeba chcieć być graczem, aby rozpocząć grę.

Mathias Mertens

Wystawa no pain no game grupy //////////fur//// wymaga od Ciebie byś BYŁ GRACZEM. Zapomnij o beznamiętnym oglądaniu zawieszonych na ścianach dzieł sztuki, o których nie pamiętasz tuż po wyjściu z galerii. Tu nie możesz być tylko biernym odbiorcą, tu każdy eksponat zaprasza cię byś wszedł z nim w interakcję.

No pain no game składa się z dziesięciu instalacji działających tylko w kontakcie z człowiekiem. Ich wygląd przypomina interfejsy znane z gier komputerowych czy mediów społecznościowych. Jest tu„snake”, którym sterujesz biegając po ogromnej planszy, jest „Amazing” – labirynt z kulkami poruszającymi się na dźwięk twojego głosu, jest „Golden Calf” – symulacja giełdy, gdzie w ciągu 365 sekund możesz stać się miliarderem.  Więcej już nie zdradzę, nie chcę ci zepsuć zabawy!

Johan Huizinga już w pierwszej połowie XX wieku stworzył termin „homo ludens” (łac. człowiek bawiący się), twierdząc, że u podstaw każdego ludzkiego zachowania znajduje się zabawa, gra i współzawodnictwo. Dlatego też nie ma nic dziwnego w tym, że gra wkroczyła do galerii. I nie ma też nic wstydliwego w tym, że oglądając tę wystawę będziesz musiał biegać, atakować rywala, śpiewać, śmiać się. Byle byś nie zabawił się na śmierć

Nie bój się, tylko żartowałam. Choć w przypadku no pain no game ta metafora Neila Postmana staje się coraz bardziej realna. Wszystko za sprawą instalacji PainStaition. Chcąc w nią zagrać, musisz potwierdzić, że robisz to na własne ryzyko, ponieważ każdy Twój błąd skutkuje poparzeniem lub uderzeniem prądem. Ta instalacja stworzona w 2002 roku była pierwszą, która powodowała faktyczny fizyczny ból, gdy tylko weszło się z nią w interakcję.

Choć zwiedzanie wystawy No Pain No Game, to w dużej mierze dobra zabawa, skłania także do refleksji nad stanem współczesnej kultury. W końcu najpopularniejszym trendem obecnie w marketingu jest grywalizacja, gdzie to mechanizmy znane z gier promują towary; z naszymi najbliższymi porozumiewamy się za pomocą smartfonów; jak pokemony kolekcjonujemy znajomych na „fejsie”, o których tak naprawdę nic nie wiemy, a ilość „lajków” i „followersów” na Twitterze staje się wyznacznikiem naszego sukcesu. Wystawa zadaje też pytania dotyczące twojego życia: Jak bardzo „wciąga” cię gra? Ile jesteś w stanie zrobić, by wygrać? Jak bardzo denerwujesz się, gdy coś wymyka ci się spod kontroli? Jak bardzo uzależniony jesteś od nowych mediów?

Podczas wernisażu grą stał się także poczęstunek, zaprezentowany w formie food designu. Przygotowane przez Linę Meyer dania zachęcały do tego, by „pobawić się jedzeniem”. Babeczki i cukierki trzeba było złowić wędką, ciasteczka zerwać jak jabłka z drzewa, słone przekąski odnaleźć w namiocie, a ciepłe lody wystające ze ściany zlizać bez użycia rąk.

Wystawie no game no pain, a także całemu projektowi Instynkt Gry, towarzyszy pięknie wydany katalog. To pewnego rodzaju kompendium wiedzy na temat gier: ich historii, mechanizmów w nich wykorzystywanych, a także wpływu na kulturę i życie codzienne. Dzięki niemu zobaczysz się jak gry zmieniają sztukę, muzykę, film czy teatr. Dowiesz się czym jest gamifikacja czy serious game – pojęcia, które zmieniają otaczającą cię rzeczywistość, choć sam nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Katalog zawiera również instrukcje do kilku gier, które możesz wykorzystać w gronie znajomych. Jeśli akurat znajomych nie ma wokół ciebie, możesz zagrać w jednoosobową symulację meczu piłki nożnej ukrytą na kratach książki. Jeśli i to ci nie wystarcza, do katalogu został dołączony labirynt i elektroniczny karaluch. Serio!

ENTER THE GAME!

***

//////////fur//// są twórcami i krytykami sztuki, artystami tworzącymi maszyny i instalacje, projektantami gier. Postrzegani przez niektórych jako artystyczni sadyści, są uważani – w związku z ich prowokacyjnym i niekonwencjonalnym sposobem traktowania relacji człowiek-urządzenie cyfrowe – za dadaistów swojego gatunku. Ich dzieła polaryzują, prowokują, zachwycają i zdobywają prestiżowe wyróżnienia, m.in.: Japan Media Arts Award (2003), nagroda honorowa Ars Electronica (2002) oraz nagroda International Media Art Award Centrum Sztuki i Technologii Mediów (2003).

Prace duetu były prezentowane w renomowanych instytucjach wystawienniczych na świecie, takich jak MOCA w Szanghaju, na targach sztuki Art Cologne w Kolonii, w Yerba Center for the Arts w San Francisco, nowojorskim MOMA.

Volker Morawe pochodzi z Bremy, wcześniej zajmował się elektroniką kosmiczną. Tilman Reiff pochodzi z Monachium i jest informatykiem specjalizującym się w projektowaniu interfejsów. Poznali się w Wyższej Szkole Artystycznej Mediów (Kunsthochschule für Medien) w Kolonii, założyli wspólnotę mieszkaniową i rozpoczęli tworzenie niezwykłych instalacji, które nie tylko zachęcają do gry i zabawy, ale również krytycznie analizują mechanizmy interakcji medialnych.

Wystawa no pain no game została przygotowana przez //////////fur//// na zamówienie Instytutu Goethego. Po krakowskiej premierze w ramach projektu INSTYNKT GRY! będzie ja można oglądać w wielu miastach Europy do końca 2016 roku. W maju w Budapeszcie.

2 odpowiedzi do “Nie ma ryzyka, nie ma zabawy”

Dodaj komentarz